.
sobota, 6.listopada.2010, 22:59
Nie rozumiem co się dzieje. Sama już nie wiem co robię i czemu. Chyba w głębi duszy zaczynam rozumieć fakt, że w ogóle do siebie nie pasujemy. Pod żadnym względem. To co nas kiedyś łączyło gdzieś zniknęło. Sama nawet nie wiem co to było, nie potrafię tego nazwać. A najgorsze jest chyba to, że on tego w ogóle nie zauważa. Dla niego jest cały czas tak jak było, nic się nie zmieniło. Tzn cos może się zmieniło, bo sam mi powtarza, że już nie jest jak kiedyś, że się zmienił, że jest inaczej, bo pracuje, uczy się i że już nie jest taka osobą jak kiedyś, że się zmienił i że nie chciałby wracać do tego kim był kiedyś. A ja w sumie też sama nie wiem czego chce. Ale widzę, że już nie jest tak jak dawniej. Nie jestem szczęśliwa. Potrzebuję czegoś innego, uczucia, uwagi, podpory. Już mu kiedyś mówiłam, że nie chce, nie potrafię być facetem w tym związku. Chciałabym, dostawać tyle ile daję. A nie że tylko ja się staram. Coraz dobitniej widzę, że nie jesteśmy sobie pisani. Mamy zupełnie inne zainteresowania, cali jesteśmy tak różni od siebie. Potrzebujemy czegoś innego, mamy inne priorytety. Sama nie wiem czemu , ale nie potrafię tego wszystkiego zmienić, uciąć, skończyć. Próbuję z nim o tym wszystkim rozmawiać, ale ze względu na czas jaki ze sobą jesteśmy, jest mi strasznie trudno podjąć jakieś kroki, które powinnam była podjąć już jakiś czas temu, kiedy to wszystko się zaczęło. Ale nie potrafię. Bo zawsze mi się wydaje, że albo działam pod wpływem impulsu, albo że tego dobrze nie przemyślałam albo w ogóle coś innego. Nie powinnam tak robić. Ale naprawdę nie potrafię sobie wyobrazić tego, jak będzie wyglądało moje życie bez niego. Za długo już jesteśmy razem, przyzwyczaiłam się do niego, uzależniłam w pewnym stopniu. I to nawet dużym. I jest mi teraz trudno to stracić. Bo co będzie potem? Wszystko będę porównywać do tego co było, będzie boleśnie. I to bardzo. A ja wiem, ze nie jestem na to gotowa. Poza tym co, jeśli się okaże że zrobiłam błąd? Nawet jak byśmy później do siebie wrócili to nigdy już nie byłoby tak samo. I prędzej czy później i tak by się to rozsypało. Poza tym nie chcę go tracić na zawsze. Bez względu na wszystko, będę chciała mieć go zawsze przy sobie. Chociaż w tym przypadku nie byłoby to możliwe. Nic już nie wiem. Nie wiem co pisać i myśleć. Chciałabym bardzo , żeby coś się wreszcie zmieniło. Bo co to za związek, w którym jedna ze stron płacze nocami bo jest nieszczęśliwe, a druga nic sobie z tego nie robi? Może mam po prostu za wysokie wymagania? Ale co czemu w takim razie kiedyś było dobrze, kochałam go ponad życie i oddałabym wszystko, żeby tylko było mu dobrze, i czułam, widziałam z jego strony to samo. Teraz tak jakby wszystko spowszedniało, on czuje się jak pączek w maśle, osiadł i przestał się starać. Jest jednostronny wysiłek… kiedyś on był jedynym powodem, dla którego żyłam. Jedyną osobą, która tak naprawdę się liczyła. A teraz? Gdzie to wszystko znikło? Gdzie jest ten człowiek, który był dla mnie przyjacielem z którym mogłam o wszystkim porozmawiać? Ten, który w każdej sytuacji potrafił mnie pocieszyć? Teraz jest za to głównym powodem smutków.
Love's labour's lost...
Nastrój:
tagi:
Tak, bardzo długi. Brak czasu, na wszystko.Brak również ochoty. Matura i wszechogarniające naganianie: uczyć się bo matura! Strasznie męczący był ten czas. Ciągły, nieustający stres. To potrafi człowieka wykończyć. Psychicznie i fizycznie. Jak to jest ze mną? Jestem w psychicznej rozsypce. Wszystko, dosłownie WSZYSTKO stanęło do góry nogami. Nie wiem co się ze mną dzieje. I nie mam pojęcia co do tego stanu mnie doprowadziło. Okazało się, że nie jestem wcale taka twarda jak myślałam. Przeciwnie, nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że mogę tak przeżywać życie. I wszystko co się ze mną dzieje. Podobnie, dopiero teraz brutalnie sobie uświadomiłam, że wcale nie jestem taka doskonała i mądra jak to zawsze mi wmawiano. "Świetna uczennica, inteligentna, bez problemu zda." Ta matura dopiero pokazała mi, że tak naprawdę jestem przeciętna. I to tak dosłownie: przeciętna. Widzę, że w ogóle nie pasuję do tej szkoły, którą właśnie skończyłam, do tych wszystkich ludzi. Gram kogoś kim naprawdę nie jestem. Wymagają tego ode mnie. Zgadzałam się na to. Ale dopiero teraz tak dokładnie to widzę: nie pasuję do takiego środowiska.
Cierpię. Źle mi sama ze sobą. I może to głupio zabrzmi, ale naprawdę, jestem beznadziejna. Czuję tak, i każdy kolejny dzień mnie o tym jeszcze bardziej przekonuje. W niczym nie jestem naprawdę dobra, wszystko na czym mi zależy mi nie wychodzi. Moje całe życie to pasmo porażek, a przynajmniej ostatni rok. Nic nie jest nawet w części takie jak bym chciała. Nic nie idzie mojej myśli. Kocham. I to się najbardziej liczy. Ale doszło do tego, że ranię już swoim zachowaniem osobę, którą kocham najbardziej na świecie. A za faktem\, że z dnia na dzień jest coraz gorzej świadczy chociażby to, że kiedyś, to, że mam jego było jedyną rzeczą, która powstrzymywała mnie od zrobienia czegoś głupiego. A teraz? Niestety, są takie dni, kiedy pragnę położyć się spać i już nigdy się nie obudzić. I jest takich dni coraz więcej.
Mam nadzieję, że jak tylko te matury się skończą to mi trochę ulży. A plany wspólnego mieszkania są moim największym marzeniem, na którego realizację czekam z przeogromnym utęsknieniem. Niewyobrażalnie, piekielnie, strasznie chcę już mieć go przy sobie w każdej chwili, każdej nocy i każdego poranka...
I teraz zabrakło mi słów. Bo nie potrafię ubrać w słowa emocji jakie wywołuje we mnie myśl o wspólnym mieszkaniu. On o tym wie.
Love's labour's lost...
Nastrój:

nie rozumiem tego co się ze mną dzieje
tagi:
.
piątek, 9.stycznia.2009, 21:13
Kocham cię, uciekają myśli złe
Zamiast róż magię słów
Kocham cię, czasem zapominam, że
Tylko to liczy się
Widziałam w twoich oczach tamten blask
Kiedy mówiłeś kocham pierwszy raz
Myśli i słowa by znowu budować nowy dzień,
Wichry i burze, to wszystko by znów wiedzieć, że...
Kocham cię, nasza miłość zmienia się
Tak jak my, z każdym dniem
Tak bardzo kocham cię i wierzę w każde słowo twe
Gdy jesteś tuż obok mnie
Raz lepiej, raz gorzej. Nie mam weny, żeby pisać choć mam wielką ochotę. Różnie się dzieje. Takie jakieś wszechobecne napięcie, stres.
Ale również chwile radości, szczęścia.
Kocham. Tyle.
Love's labour's lost...
Nastrój:
tagi:
dziwnie.
niedziela, 16.listopada.2008, 13:16
Nigdy nie wiem jak zacząć. Tym razem też.
Coś się dzieje. Nie wiem dokładnie co. To się dzieje w mojej głowie, we mnie. W środku, w duszy.
Czy wszystko powszednieje? W miarę czasu zmienia się. Albo nawet nie zmienia, tylko uspokaja. Traci na sile? Przeszłość odchodzi, to co było zaciera się.
Nie jest tak jak kiedyś. Jakby... Sama nie wiem jak. Jakby nie zależało. Zawsze jest coś ważniejszego, nigdy nie ma czasu. Brak Koniec starań.
Czegoś brakuje.
Jakiejś iskierki.
Okropne wrażenie, znudzenia. Że nie cieszysz się już jak kiedyś. Jakby coś wygasło.
Boję się. Choć sama do końca nie wiem czego. Może to tylko moja wyobraźnia? Jak zwykle za dużo myślę?
Mam taka nadzieję.
Love's labour's lost...
Nastrój:
tagi:
Tyle się dzieje, dużo, za dużo? Może i tak, a może i nie? kto wie...
Nieustanny mętlik, plątanina myśli, wyobrażeń i marzeń. Częsty, bolesny powrót na ziemię po skonfrontowaniu ich z rzeczywistością.
Ogólnie jest cudownie. Za sprawą jednej osoby. Jedyne szczęście, ucieczka od wszystkiego.
Gorzej, psychiczna niewyróbka. Nie poznaję sama siebie. Nigdy taka nie byłam. Zachłanna, zazdrosna, zaborcza. Często zawistna, egoistka... Brzydzę się.
Czemu? Skąd we mnie tyle złego? Skąd to się wzięło? Nie znam odpowiedzi. Co więcej nie potrafię sobie sama z tym poradzić. Bo jak tu działać skoro nie zna się przyczyn?
Chciałoby się tyle napisać, a jednocześnie brak słów.
Ciężko na duszy.
Love's labour's lost...
Nastrój:
tagi:
niedziela, 26.października.2008, 13:11
notka podtrzymująca bloga. i tyle.
może niedługo coś napiszę.
Love's labour's lost...
Nastrój:
tagi:
sobota, 14.czerwca.2008, 21:02
przerwa techniczna.
Love's labour's lost...
Nastrój:
tagi:
Dawno nie pisałam.
Zbyt dużo się dzieje. Za dużo. Raz tak, raz siak. Mała schizofrenia. Trudno wszystkie myśli ubrać w słowa. Zbyt wiele wszystkiego. Znowu nic nie wiem.
Nawet nie wiem co pisać. Z jednej strony chcę wszystko wyrzucić, a z drugiej nie potrafię się tego wyzbyć. Albo może już to w części zrobiłam? Bo notka jest, napisana w przypływie natchnienia, prosto z serca. Tyle,że jest schowana w prywatnym folderze, na innym kompie. Nie wiem czy kiedykolwiek ujrzy światło dzienne. Chyba byłam za szczera. A czy wogóle można być zbyt szczerym? Po prostu chyba za dużo siebie odsłoniłam, i nie chę żeby Ktoś to zobaczył. Chociaż... może kiedyś?
~
czytając to ponownie, stwierdzam, że naprawdę jest ze mną coś nie tak, skoro już nawet nie potrafię z sensem pisać. Ale cóż... W końcu przyjdą lepsze dni.
Love's labour's lost...
Nastrój:
tagi:
sobota, 1.grudnia.2007, 16:25
przerwa techniczna. brak neta.
Love's labour's lost...
Nastrój:
tagi:
pośród myśli
zabłąkana prawda o pragnieniu.
trudnodostępna,
schowana,
chroniona murem
niepewności.
zalewana deszczem
pytań i jednej odpowiedzi.
w więzieniu duszy
zamknięta.
zewsząd otoczona w
wątpliwościami
o słuszności decyzji.
dwoistość natury kobiecej.
skrytość.
nieodgadniona plątanina
marzeń i rozkoszy.
niszczycielka ta sama.
***
wierszem można powiedziec więcej niż by sie chciało. po kolejnej blokadzie umysłu, nadszedł długo wyczekiwany moment natchnienia. jak dobrze jest ubrać w słowa to co się czuje. ulżyło.
zwiastowanie paprawy nastroju?
Love's labour's lost...
Nastrój:
tagi:
...
niedziela, 15.lipica.2007, 18:20
Ostatni wpis zdaje się być już odległą przeszłością. Kobieta zmienną jest. W tym wypadku zagubioną.
Prawie zdecydowałam. Miało być pięknie.
Myślałam, że wiem. Ale nie wiem nic. Nie jestem już pewna tego co mówiłam z takim przekonaniem.
Coś mi leży na sercu. Kłuje w duszy. Tylko co?
Uczucie samotności mimo tylu wspaniałych ludzi wokół mnie.
Zazdrość? Której nie powinno być, a jest.
Obojętność. Wszystko jedno, czy jestem czy mnie nie ma. Niepotrzebna?
Złość? Bez powodu. Na ludzi, których kocham.
...
Na dodatek słabości ducha i ciała.
Chaotyczne myśli.
Musze wreszcie dorosnąć... To pozostaje bez zmian.
Love's labour's lost...
Nastrój:
tagi:
Ot tak. Nie wiem. Nie wiem nic. Chyba nigdy nic nie wiedziałam. Okłamywałam sama siebie. Tak, to wiem na pewno. Więcej nic.
"Wszystko skończone, zamknięty rozdział. Odcięcie się od wspomnień, koniec życia przeszłością, koniec życia Nim i tym co było... "
Głupia.
Wmawiać sobie takie farmazony to potrafię.
To we mnie tkwi. On we mnie tkwi. Gdzieś tam głęboko, co i rusz o sobie nieubłagalnie przypomina. Nie sądziłam, że aż tak bardzo będzie bolało. A może nie chciałam wiedzieć?
Przez pewien czas było dobrze, tak mi się zdawało. Umiałam nie myśleć, nie wracać do przeszłości.
Ale chyba podświadomie nadal miałam do Niego żal. Zmieniłam się.
Zaczęłam się bawić. Korzystać z życia ile się da. Robiłam wszystko na co miałam w danej chwili ochotę. Żadnych hamulców. Często bawiłam się kosztem innych. Ale przynajmniej było mi dobrze. Tak wiem, cholerna egoistka.
Przez Niego? Tak.
Nie podoba mi się, że zazwyczaj twierdzi się, że to mężczyźni wykorzystują kobiety, grają na ich uczuciach, bawią się nimi. Swego czasu chciałam powalić ten stereotyp. Udawało mi się. I podobało, nawet bardzo ;) Szczerze to nadal to robię, tyle tylko, że teraz nie jestem do końca pewna, czy postępuję właściwie.
Skąd wątpliwości?
Bo dopiero teraz dotarło do mnie, że mogę tak bardzo zranić.
Zraniłam osobę, na której mi bardzo zależało. Którą lubię i szanuję. A teraz już nigdy nie będzie normalnie. Przeze mnie. Na moje własne życzenie.
Przepraszam. Choć wiem, że przeprosiny już przyjęte i że twierdzisz, iż nie mam za co przepraszać. Ale ja i tak wiem swoje. Gdybym nie zaczynała... Wszystko byłoby w porządku.
Nienawdzię mojego niezdecydowania, wahań i wątpliwości.
Sama nie wiem czego chcę.
Z jednej strony pragnę miłości, tej jednej jedynej.
Z drugiej chcę się wyszaleć. Zasmakować życia, wszystkich jego odsłon. Niekoniecznie z jednym i tym samym mężczyzną... ;)
Mętlik. Over and over again.
Muszę wreszcie dorosnąć...
Love's labour's lost...
Nastrój:
tagi:
"Kotłuje się we mnie pomieszanie uczucia krzywdy i konsternacji. Przytłaczają mnie nie emocje, a rzeczywistość."
Coś... coś się dzieje. Znów pustka i bezradność. Za dużo myśli i mętlik. Zastanawiam się o co mi chodzi, jaki jest powód tego całego zamieszania w mojej głowie. Nie mogę znaleźć przyczyny. Nie umiem znaleźć odpowiedzi na tyle pytań...
Staram się przeanalizować to czego chcę, moje oczekiwania wobec innych. Swoista auto-psychoanaliza. Tylko, że nie potrafię dojść do żadnych wniosków. Chociaż nie. Kłamię... Wyciągam wnioski. Tylko boję się do nich przyznac nawet sama przed sobą. A co już mówić o innych? Są tak prawdziwe, realistyczne, okrutne. A ja nie chce nikogo ranić....
Sama nie wiem czego chce...
"Czasem tak bywa ze smutkiem. Jak woda szuka jakiegokolwiek ujścia, wciska się w każdą szczelinę, aż w końcu tryska niepowstrzymanym potokiem."
A na dodatek... Mam do Niego żal. Zarzucono mi to dziś. Nie potrafiłam tego zauważyć, ale jednak. Boleśnie to sobie uświadomiłam. Uświadomiono mi.
A już myślałam, że to wszystko się skończyło. Minęło. Wmawiałam to sobie? Cholerna podświadomość. Teraz boję się tego, że to wróci. Nie chcę. Nie chcę przechodzić przez to po raz drugi. To by było dla mnie za dużo. O wiele za dużo.
Jest dobrze tak jak jest. A może znowu sama siebie oszukuję?
"Prędzej czy póżniej wszyscy musimy rozstać się z przeszłością."
A może po prostu brakuje mi bliskości??
"Chcę czuć skórę kogoś innego przy swojej skórze. Nie chcę być samotna."
Love's labour's lost...
Nastrój:
tagi:
Zaklęty w ciszę,
w szufladach duszy,
banalnie-
jesteś...
schowany w kącie.
zamknięty rozdział.
dokąd chcesz iść?
przecież Ci dobrze i miękko
pośród słodkich myśli i wspomnień?
nie! nie wypuszczę!
nie pozwolę by znowu
tak bardzo bolało!
--
jestem szczęśliwa. jest dobrze.
"chwilo trwaj!"
Love's labour's lost...
Nastrój:
tagi:
Zaklęty w ciszę,
w szufladach duszy,
banalnie-
jesteś...
schowany w kącie.
zamknięty rozdział.
dokąd chcesz iść?
przecież Ci dobrze i miękko
pośród słodkich myśli i wspomnień?
nie! nie wypuszczę!
nie pozwolę by znowu
tak bardzo bolało!
--
jestem szczęśliwa. jest dobrze.
"chwilo trwaj!"
Love's labour's lost...
Nastrój:
tagi:
Mój Profil
Podlinkuj
Dodaj do ulubionych
2005
sierpien (2)
wrzesień (3)
październik (2)
grudzień (1)
2006
styczeń (3)
luty (3)
marzec (1)
kwiecień (2)
maj (1)
czerwiec (2)
lipiec (3)
sierpien (1)
wrzesień (2)
październik (1)
listopad (2)
grudzień (1)
2007
styczeń (2)
maj (2)
czerwiec (1)
lipiec (3)
grudzień (1)
2008
luty (1)
czerwiec (1)
październik (1)
listopad (2)
2009
styczeń (1)
maj (1)
2010
listopad (1)
brak kategorii (47)
wszystkie (47)


sandruś
kissed-by-the-moon
laqarta